Z czteroosobową rodziną Sobkowiaków w Witoszycach mieszkają dwa konie, dwa psy, trzy koty, świnka morska, wiewiórka indonezyjska, królik długowłosy,
dwie małe papugi nimfy, a do tego duża papuga rozela bladogłowa. Jest też ogromne 60–litrowe akwarium z rybkami.
Na dodatek wiele z tych zwierząt ma za sobą smutny rozdział życia. Do Sobkowiaków trafiły z fundacji, ze schroniska lub bezpośrednio z ulicy, gdzie
zostały porzucone.
– Serducho nie pozwala mi przejść obojętnie obok cierpiącego zwierzaka. Jeśli wiem, że jestem w stanie się nim zaopiekować, to zabieram do
siebie, a jeśli nie, to po znajomych szukam kogoś, kto da mu dom – mówi Małgorzata Sobkowiak.
Z bloku na wieś
Nie zawsze rodzina miała aż tak liczny zwierzyniec. Przez długie lata mieszkali w bloku na jednym z leszczyńskich osiedli, gdzie ze względu na warunki
lokalowe, musieli zadowolić się psem i akwarium. Wszystko zmieniło się, gdy udało im się zrealizować marzenia i kupili dom na wsi. W Witoszycach
mieszkają raptem 3,5 roku, a już dorobili się sporego inwentarza.
– Nie planowaliśmy tego. Sama nie wiem, jak to się działo, że co rusz przygarnialiśmy kolejnego stwora. Pokochaliśmy je wszystkie ogromnie. Są
jak członkowie rodziny. Nawet mąż, który przeważnie na początku nie jest zachwycony nowym lokatorem, szybko ulega ich czarowi – twierdzi M.
Sobkowiak.
– Lubię zwierzęta, choć nie aż tak, jak żona. Sam bym ich do domu nie przyniósł, ale jak już są, to przecież nie wyrzucę. Poza tym zazwyczaj
szybko okazuje się, że są urocze i próbują odwdzięczyć się za dobroć. Dają tyle radości, że trudno to opisać słowami – wyznaje Arkadiusz
Sobkowiak.
Tragiczne życiorysy
Wchodząc do Sobkowiaków już na pierwszy rzut oka widać, że opowieści pana domu nie są przesadzone. Zwierzaki są im oddane całym sercem. Z pewnością w
dużej mierze związane jest to z nieszczęśliwymi wspomnieniami z przeszłości. Świnkę morską zabrali z leszczyńskiego minizoo. Było ich tam mnóstwo.
Mogli wziąć którąkolwiek. Zdecydowali się na Krzysia, bo zrobiło im się go żal. Nie widział na jedno oko.
– Z tego samego miejsca mamy jamniczkę Sonię. To był październik, urodziny męża. Wybierałam się na poszukiwanie prezentu. Zanim poszłam do
sklepu, zajrzałam do schroniska. Stała w kącie klatki z przejmująco smutnym wzrokiem. Okazało się, że jej właścicielka wyjechała za granicę i nie
mogła jej ze sobą zabrać – wspomina łamiącym się głosem pani Gosia.
Najbardziej tragiczne losy miała jednak klacz, która kilka miesięcy temu trafiła do Witoszyc. Sobkowiakowie przyjęli ją razem ze źrebakiem w ramach
adopcji od fundacji Centaurus, która zajmuje się ratowaniem koni przeznaczonych na rzeź. Piękna, choć niewidoma dziś Viva, to klacz pełnej krwi
angielskiej. Była koniem wyścigowym.
– Nikt nam nie powiedział, co dokładnie jej się stało, ale nie trzeba być ekspertem, aby domyśleć się, że była bita. Okrutnie bita. Ran już nie
ma, ale blizny pozostały – zaznacza A. Sobkowiak.
Viva miała też złamane żebra i nie nadaje się pod siodło. Nawet z bryczką sobie nie poradzi, bo przez uraz głowy ma napady drgawek. Na szczęście jej
źrebię, czyli Vicki, jest zdrowa i bryka jak szalona. Z tej racji rodzina nazywa ją czasami diabłem tasmańskim.
Mama namawia rodzinę
Główny ciężar odpowiedzialności za zwierzęta spoczywa na pani Gosi. Ona jednak zaznacza, że przy tak licznym inwentarzu bez pomocy wszystkich członków
rodziny na pewno by jej się to nie udało.
- Gdy otrzymaliśmy wiadomość o przyznaniu koni, Arek w dwa tygodnie wybudował stajnię. Budował i jednocześnie chodził do pracy, bo nie stać nas na to,
aby wziął urlop czy najął robotników – chwali męża M. Sobkowiak.
– To mama wpoiła nam miłość do zwierząt. Jestem jej za to wdzięczna, bo dzięki niej mamy dom, o jakim inni mogą tylko marzyć. Mam koleżanki,
które mi zazdroszczą – przyznaje nastoletnia Magda.
– Dziś nie wyobrażam już sobie domu bez nich – dodaje jej tata.
ANNA MACHOWSKA
źródło: panorama.media.pl |
|
| inne aktualności |
 |
 |
Stanęły w obronie kota
Dwie 13-latki trafiły z ciężkimi obrażeniami do białostockiego szpitala po ... |
 |
Chciał pozbyć się kłopotu
Tylko dzięki przytomnej reakcji świadków zdarzenia i interwencji policji ud... |
 |
Golden retriver karmi...tygrysy.
Karmiąca suka golden retriver przygarnęła trzy małe tygryski. Do zdarzenia ... |
 |
Nocne spotkanie ze słoniem
Fatalnie skończyła się nocna „wycieczka” do zoo dla 17 – ... |
 |
Pies na ławie oskarżonych
„Wszyscy wstać, Wysoki Sąd wchodzi..”. Tym razem słowa te usłys... |
 |
Nie ma jak rodzinka
Oto przykład traktowania psa jako niebezpiecznej „zabawki”. 25-... |
 |
Miłośniczka kotów zatrzymana
Pracownicy opieki społecznej znaleźli 117 kotów, szopa i królika w mieszkan... |
 |
Pogryzł...psa
W Brazylii doszło do niecodziennego incydentu. Historia rodem z czeskiego f... |
 |
Sposób na sławę
Bardzo popularny wśród zagranicznych gwiazd trend zawitał także do Polski. ... |
 |
Pieski los
W wojnę w Afganistanie zostaną wciągnięte zwierzęta.
Owczarki niemieckie m... |
 |
Maluch nie przeżył
W niewielkim holenderskim ogrodzie zoologicznym Artis na świat przyszły dw... |
 |
Na Olimpiadzie psa nie zjesz
W Polsce, gdzie psy mają specjalny status „przyjaciela człowieka̶... |
 |
Zbyt bliske ujęcie
Tragicznie skończyła się wizyta w ukraińskim zoo dla 27-letniego mężczyzny.... |
|
więcej wiadomości |
|